Zwiedzanie Bangkoku, Stare Miasto, Zabytki Bangkoku
8 Paź 2015
Travel
3 Comments

Czekałem na tą podróż jak na żadną inną. To jedno z takich miejsc, które nosiłem w sercu i wiedziałem, że muszę odwiedzić. Miałem w głowie tyle obrazów i wyobrażeń. Tajlandia. Egzotyka, enklawa, erotyka. Wielu moich znajomych było w Tajlandii. Wielokrotnie wracali tam za wspomnieniami, które każdorazowo zostawiali. Moja Tajlandia to rozczarowanie… 
 
To takie uczucie, gdy oczekujesz upadku na materac, a spadasz na beton. Nie umiem oddzielić tego, co się dookoła mnie dzieje, od tego w jakim miejscu jestem. Przebywanie w pięknym i egzotycznym kraju, ale wśród bardzo nieszczęśliwych ludzi, mnie również czyni nieszczęśliwym…
 
Lubię etap samej podroży, nawet jeśli wiem, że będzie długa.
 
Nie pamiętam już nawet ile trwała. Przesunięcia czasu oraz zmęczenie skutecznie pozwoliły o tym zapomnieć. Pamiętam tylko kolejne lotniska i godzinne przerwy między jednym, a kolejnym lotem. Warszawa, Londyn, Dubaj, Bangkok. Są prostsze połączenia, ale tym razem wyszło akurat tak. Do dzisiaj bilet lotniczy relacji Dubaj-Bangkok jest zakładką w moich książkach. Ilekroć na niego spoglądam, nie mogę uwierzyć, gdzie byłem. Zupełna egzotyka. Zaczyna też blaknąć, tak jak i moje negatywne emocje, które przywiozłem z Tajlandii. Czas zrobi swoje i pozostawi w sercu tylko dobre wspomnienia, mam przynajmniej nadzieję.
 
gold
 
Bangkok. Stolica i największe miasto Tajlandii, 10 mln mieszkańców, nad rzeką Menam. 
 
Międzynarodowe lotnisko dwadzieścia pięć kilometrów od metropolii. Z lotniska do centrum jadę autobusem. Już od wyjścia z samolotu i na całej długości trasy do hotelu, a jak się później okazało w całym Bangkoku, podziwiam na wszystkie możliwe sposoby i formy portrety Króla Tajlandii i Jego Rodziny; na słupach, budynkach, latarniach, ogrodzeniach, w hotelach, restauracjach, wszędzie. Plakaty, gobeliny, odlewy, rzeźby, obrazy. Nie dziwi nic, skoro Król uwielbiany jest przez ponad siedemdziesiąt procent społeczeństwa. Podniósł kraj z nędzy, stworzył krainę miodem i szczęściem płynącą. Kraj szczęśliwych i dumnych ludzi. Taki właśnie obraz Tajlandii miałem w głowie udając się w podróż. Nie spotkałem się do tej pory z większym kłamstwem. Tajlandia stworzyła w oczach świata bardzo pozytywny wizerunek. Cenzurze poddane jest wszystko. Żadna negatywna informacja czy zdarzenie nie ma prawa przedostać się do opinii publicznej. Mój przewodnik w Bangkoku, Polak, również wykazywał daleko idącą poprawność polityczną i obyczajową powściągliwość. Wspominając o Królu czy Jego Rodzinie, każdorazowo tytułował każdą osobę pełną, kilkuczłonową i oficjalnie funkcjonującą nazwą. Rozumiem należny głowie państwa szacunek, ale z wolnością myśli i słowa nie miało to nic wspólnego.
 
Czas temu w Tajlandii krwawo zdławiono protesty mieszkańców domagających się poprawy jakości życia, wolności. Czy to jest szczęśliwy kraj? Nie za wiele ma on wspólnego z rzeczywistością, moją rzeczywistością, którą zobaczyłem.
 
Bangkok jest typową azjatycką metropolią.
 
Bardzo nowoczesne, futurystyczne budynki przeplatają się ze zbitymi z blachy barakami. Rozbudowana sieć dróg i autostrad ułatwia przemieszczanie się, choć przy takiej ilości aut, rowerów, skuterów i tuk tuków korki są od rana do rana.
W Bangkoku byłem pod koniec września, w końcu pory deszczowej trwającej do połowy października. Nie była ona jednak zbyt uciążliwa, kwestia przyzwyczajenia i posiadania parasola. Kilkuminutowe ulewy co kilka godzin, po których ślad znikał w mig przez wysoką wilgotność i parowanie. Temperatura powyżej 30 stopni nie była dokuczliwa. Widocznego słońca brak, wszystko spowite w chmurach. Wyjeżdżając do miejsca o wysokiej wilgotności, zawsze zabieram ze sobą taką ilość garderoby, która pozwoli mi przetrwać bez konieczności jej prania czy odświeżania. Powód? Na zewnątrz nic nie schnie, a w pomieszczeniach klimatyzacja skutecznie uniemożliwia suszenie. Nawet odzież zmoczona deszczem staję się niekomfortowa, a wilgoć na ciele towarzyszy przez dłuższy czas. Pobyt w Bangkoku cztery dni.
 

Panorama Bangkoku

Panorama Bangkoku

Dzień I. Jestem już na miejscu.
 
Kres długiej podróży, przyjazd do hotelu wieczorem. Odpoczynek.
 
Dzień II. Atrakcje w Bangkoku wieczorową i nocną porą. Gdzie można spotkać Ladyboys?
 
Czas wolny za dnia, wieczorem kolacja na statku połączona z rejsem po rzece Menam. Podczas rejsu serwowany jest posiłek w formie ciepłego bufetu oraz napoje i alkohol. Trzeba się pospieszyć, gdyż pod naporem kilkuset turystów jedzenie znika w mig. Po kolacji rozpoczyna się wieczór atrakcji. Tańce, śpiewy, karaoke. Polacy tego wieczoru dominują więc pieśni narodowe, wspomagane przez DJ’a youtubem ogarnęły cały statek. Spoglądając jednak na inne statki, atmosfera na nich była dość stonowana i opanowana, a turyści z rozrzewnieniem spoglądali w naszą stronę. Była to pierwsza kolacja na tajskiej ziemi, ale niestety rozczarowanie było duże i towarzyszyło już do końca pobytu w Bangkoku.
 

Rejs po rzece w Bangkoku. Atrakcje i zwiedzanie

Bangkok nocą. Rejs po rzece Menam. Widok ze statku

W poszukiwaniu erotyzmu, Ladyboy. Po kolacji zamówiłem kurs taxi do klubu na erotyczny występ. Oglądałem wiele dokumentów o Ladyboys jako zjawisku masowo występującym w Tajlandii. Dla mnie to duża atrakcja, zwłaszcza w kontekście funkcjonowania tego zjawiska w sposób naturalny i akceptowalny w tamtejszym społeczeństwie. Ladyboys czyli chłopcy, którzy zmienili lub są w trakcie zmiany płci. Nie zobaczyć Ladyboys w Tajlandii, to tak jak nie widzieć kangurów będąc w Australii. Przepraszam za to porównanie, ale w Tajlandii ludzie są traktowani jak zwierzęta. Taksówkarz zawiózł mnie, ale na ping-pong show. Już sam budynek wzbudził mieszane uczucia, ale nie zapowiadał „atrakcji” jakie czekały w środku. Barak, na tyłach podwórka, jak się okazało, miał być atrapą czy namiastką lokali z „podziemia”, w których odbywają się nielegalne pokazy. Wszystko to dla spragnionych atrakcji turystów i dreszczu emocji. W środku ciemne oświetlenie, dym papierosowy, kupuję bilet wstępu u groźnego pana i wchodzę do kryształowej sali z główną atrakcją na środku, okrągłym podestem. Nie była to jednak sala jak z Las Vegas, ale ciemne i ponure pomieszczenie obwieszone lustrami. Wiedziałem już gdzie jestem i czego mogę się spodziewać. Na wejściu informowano o zakazie używania telefonów komórkowych, gdyż będąc w „nielegalnym” miejscu nagrywanie jest zabronione. Istotnie nie można było tego zrobić. Każda próba skierowania obiektywu w kierunku sceny kończyła się natychmiastową reakcją ze strony „obsługi widowni”. Nie bardzo wiem jak opisać to co się działo, gdyż musiałbym przejść na wulgarny język i opisywać sceny rodem z „garażowych” filmów porno. Mnie to nie zaskoczyło, wiele w życiu widziałem. Patrząc jednak na reakcje kobiet, były zbulwersowane i zszokowane. Znalazły się tam zapewne przez przypadek w poszukiwaniu Ladyboys. Nie doczekałem końca „występu”, ale wiedziałem już skąd nazwa ping-pong show.
 
W poszukiwaniu dalszych atrakcji udałem się do „czerwonej” dzielnicy, choć mam wrażenie, że cały Bangkok to jeden burdel. Wylegające z każdego klubu, z każdej bramy roznegliżowane „dzieci” szybko otoczyły mnie kordonem zapraszając do odwiedzenia ich klubu. Ból kryjący się za ich tępym uśmiechem malował się na każdej twarzy. Tak masowego zjawiska prostytucji nie widziałem nigdzie. Tyle krzywdy i cierpienia również. Jak inaczej nazwać społeczne przyzwolenie na sprzedaż dzieci do domów publicznych, tolerancje dla uprawiania prostytucji jako podstawowej formy zarobkowej. I to wszystko na widoku publicznym, żaden tam podziemny margines.
 
Po dniu i nocy spędzonej w Bangkoku zmęczony wróciłem do hotelu, z nadzieją na lepsze jutro, ale bez nadziei i chęci oglądania Ladyboys i erotyki w tajskim wydaniu. W końcu jestem w kraju szczęśliwych ludzi…
 
Dzień III. Co warto zobaczyć w Bangkoku? Miasto w pigułce.
 
Dziś zwiedzam Bangkok. Plan wycieczki napięty, cały dzień na największe turystyczne atrakcje. Trzeba się uzbroić w cierpliwość, wszędzie tłumy turystów. Trudno zdobyć się na chwilę kontemplacji czy wyciszenia. Wszystkie zabytki w Bangkoku, które odwiedziłem są warte zobaczenia. Ukazują prawdziwe piękno tajskiej kultury i architektury. Precyzja, detale, bogactwo kolorów, materiałów, form.
 

Stare Miasto, Bangkok, Atrakcje Bangkoku, Zwiedzanie

Królewskie Stare Miasto. Jedna z wielu atrakcji Bangkoku.

Zwiedzanie Bangkoku. Stare Miasto. Atrakcje Bangkoku

Królewskie Stare Miasto, Bangkok

Wielki Pałac Królewski. Zespół pałacowy w samym sercu Królewskiego Starego Miasta. Był oficjalną rezydencją Królów, dziś stanowi zabytek i atrakcję turystyczną. Całość w typowym stylu tajskim, z wyjątkiem Wielkiego Pałacu, który jest dość eklektyczny i jest połączeniem architektury tajskiej i europejskiej, wzorowany na Wersalu.
 

Zwiedzanie Bangkoku, Palac Krolewski, Atrakcje Bangkoku

Wielki Pałac Królewski. Wzorowany na Wesalu

Wat Phra Kaew. Świątynia Szmaragdowego Buddy, najważniejsza świątynia wyznawców buddyzmu, znajduje się na terenie zespołu pałacowego Wielkiego Pałacu.
 

Zwiedzanie Bangkoku, Atrakcje Bangkoku

Świątynia Szmaragdowego Buddy, Bangkok

Wat Pho. Świątynia Odpoczywającego Buddy, największa i najstarsza świątynia w Bangkoku.
 

Zwiedzanie Bangkoku, Swiatynia Buddy, Atrakcje Bangkoku

Świątynia Odpoczywającego Buddy, Bangkok

Wat Arun. Świątynia Świtu, wyróżnia się stylem spośród innych świątyń. Tylko z bliska można dostrzec „koronkową robotę”. Wygląda jak klejnot utkany z milionów szlachetnych kamieni, figurek, posążków. Można wejść na sam szczyt świątyni i podziwiać panoramę Bangkoku. Do świątyni dopłynąłem łodzią, gdyż znajduje się ona po drugiej stronie rzeki.
 

Zwiedzanie Bangkoku, Atrakcje Bangkoku, Swiatynia Switu

Widok ze Świątyni Świtu na Bangkok. Po drugiej stronie rzeki Królewskie Stare Miasto

Zwiedzanie Bangkoku, Swiatynia Switu, Atrakcje Bangkoku

Świątynia Świtu, Bangkok

Po zwiedzaniu udałem się na wycieczkę łodzią po kanałach Bangkoku, który jest nimi cały poprzecinany i stanowi dodatkowy szlak komunikacyjny w mieście. Wody rzeki Menam są barwy brunatno-złotej. Po intensywnym dniu przyszedł czas na posiłek w restauracji. Znowu rozczarowanie.
 

Zwiedzanie Bangkoku, Rejs statkiem

Rejs kanałami Bangkoku

Siam Niramit. Ogromy teatr, obiekt instytucja. Najsławniejsza scena w Tajlandii. Na występ udałem się wieczorową porą. Odczuwam jeszcze zmęczenie po całodziennym zwiedzaniu, ale krótki pobyt w Bangkoku nie pozwala na odpoczynek. Przy teatrze pełna infrastruktura turystyczna, sklepy z pamiątkami, restauracje. Kupując bilet wstępu jednocześnie wykupujemy możliwość zjedzenia posiłku. Głodny turysta to niezadowolony turysta. Trudno nazwać to restauracją, raczej stołówką na kilkaset miejsc z bufetem ciepłych i zimnych dań. Spragniony w dalszym ciągu tajskich smaków, które pamiętam z Europy, kolejny raz zaliczyłem twarde lądowanie. Scena i widownia teatru ogromna. Było to przedstawienie muzyczno-taneczne, ukazujące przekrój tajskiej kultury od czasów Syjamu do współczesności. Blichtr i rozmach zapierał dech w piersiach. Ten rodzaj estetyki jest mi zupełnie obcy, niemniej obiektywnie oceniając było to profesjonalne przedstawienie. Na scenie dziesiątki aktorów, tancerzy, setki strojów, płynąca rzeka, słonie, które później przechadzały się między fotelami widzów i wiele innych atrakcji.
 
Będąc w Tajlandii należy restrykcyjnie traktować zakaz fotografowania, jeśli takowy jest umieszczony w formie tablic informacyjnych. W Siam Niramit zakaz obowiązywał. Nie zniechęciło to jednak kilku śmiałków to potraktowania tego zakazu z przymrużeniem oka. W trakcie przedstawienia nic się nie zadziało, natomiast zaraz po jego zakończeniu do każdego z nich podeszli „pracownicy” teatru konfiskując lub kasując z urządzeń materiał nagrany nielegalnie.
Będąc poza Europą, należy w pełni dostosować się do zwyczajów i zasad obowiązujących w danym miejscu. Łamiąc prawo, Europejczyk zostanie potraktowany tak samo jak Azjata. Niech nie zwiedzie nikogo posiadanie statusu turysty, który w oczach państwa jest takim samym intruzem jak inni, jeśli nie przestrzega prawa i nie szanuje miejscowych zwyczajów.
 
Dzień IV. Jeszcze zakupy i wylot do raju.
 
Damnoen Saduk. Pływający targ, czas podróży autobusem z Bangkoku około 2 godzin, wyjazd skoro świt, koło godziny 10 rano koniec handlu. Chcąc uczestniczyć w zakupach, należy wsiąść do kilkuosobowej łódki, która manewrując wśród dziesiątek innych pływa od straganu do straganu. Są tu owoce, ubrania, przyprawy, jedzenie. Całość biznesu polega na tym, że za transport łódką nie płacimy nic, natomiast jej właściciel ma prowizję od straganu, w którym jego pasażer dokona zakupu. Niezadowolenie maluje się na twarzy „kierowcy” jeśli okaże się, iż pasażerowie chcieli tylko popływać, bez zamiaru nabycia miejscowych towarów.
 
Powrót do Bangkoku. Obiad w jednym z centrów handlowych, blisko hotelu, bo zaraz trzeba udać się na lotnisko. Strefa gastronomiczna znajdowała się na tyłach centrum i składała się z kilku ogromnych stołówek. Tłumy atakujące ciepłe i zimne bufety. Nie spodziewałem się tutaj niczego co by mnie zaskoczyło, nie zawiodłem się. Będąc już w Chinach, zaobserwowałem to samo zjawisko w Tajlandii. W krajach Azji nic się nie marnuje. Jedzenie jest na wagę złota, je się wszystko, łącznie z przysłowiowymi „kopytami”. I owszem jest moja ulubiona zupa Tom Kha Gai, czy kurczak w zielonym curry, ale nie jestem w stanie przemóc się i zjeść potrawę, w której zamiast piersi kurczaka pływają skóry, pazury, ścięgna i kości, a i owszem pierś też się trafi.
 
Kuchnia tajska, którą smakuję w Europie, nazywam „zeuropeizowaną” kuchnią tajską, estetyczną, stworzoną na potrzeby i wymagania naszych podniebień. Prawdziwa kuchnia azjatycka, taka z ulicy, dla miejscowych jest trudna dla mnie do zjedzenia. W hotelach czy dobrych restauracjach na pewno gości na stołach „nasza” kuchnia tajska, ale nie miałem w Bangkoku możliwości jej skosztowania. Zbyt krótki i intensywny pobyt, może trafiałem do niewłaściwych miejsc, ale z drugiej strony chciałem  poczuć się jak tajski obywatel, więc dostałem za swoje.
 
Jeszcze chwila na zakupu i droga na lotnisko, kierunek wyspa Koh Samui. Jaka jest Koh Samui? Czy warto się tam wybrać i co warto zobaczyć? Zobacz zdjęcia i przeczytaj dalszą część relacji z pobytu w Tajlandii.
 
http://bedifferent.pl/urlop-tajlandia-koh-samui/

3 Comments

  1. Pingback:Moje Chiny. Hong Kong - BE DIFFERENT - Lifestyle Blog

  2. Morena

    Moje wspomnienia z Bangkoku są zupełnie inne a spędziłam w Tajlandii miesiąc – fakt, nie interesowały mnie pokazy w burdelach ani oklepane, turystyczne atrakcje tłumnie przycisgające gapiów. Zjechaliśmy z mężem pól kraju, rozmawialiśmy z wieloma tajski (uczymy się języka) oraz mamy znajomych, którzy mieszkali lub mieszkają tam od wielu lat. Polecam wniknąć w ich kulturę, zrozumieć światopogląd, dostrzec jak buddyzm wpływa na ich postrzeganie świata – moim zdaniem to szczęśliwi ludzie. Co do kuchni, to jedzenie w galeriach oraz na statkach wycieczkowych to wielki błąd – kuchnia uliczna jest cudowna, aromatyczna, tania i przede wszystkich szalenie ostra! Kocham tajskie wózki z jedzeniem. Kazdy ma prawo do swojej oceny miejsca jednak zastanawiam się czy to nie zbyt krótki pobyt w Bangkoku oraz zwiedzanie najgorszych miejsc -przeznaczonych nie dla podróżników z otwartym umysłem a jedynie typowego turysty, ktory chce zrobic pare fotek na fb a wieczorem pogapić sie na erotyczne schow- sprawiło, ze masz takie odczucia…

    1. bedifferent

      Witam, dziękuję za Pani komentarz. Zachęcam również do przeczytania wpisu „Moja Tajlandia. Podsumowanie”. Zgadzam się z Panią, że kilkudniowy pobyt to zbyt krótki czas, aby ocenić miejsce. Mam tego pełną świadomość, dlatego nie oceniłem, a jedynie opisałem to, co spotkało mnie w Bangkoku. Nie wyciągam również żadnych wniosków, gdyż byłoby to krzywdzące. We wpisie „Podsumowanie” napisałem, że Tajlandia to piękny i bogaty kulturowo kraj i jest w nim wiele do odkrycia. Napisałem również, że następnym razem Tajlandię będę odkrywał na własną rękę i z dala od turystów, aby zobaczyć i poznać prawdziwą twarz tego kraju. Jechałem do Tajlandii ze świadomością ich kultury, światopoglądu i dlatego moje spotkanie było tak bolesne, bo nie spodziewałem się tego, co zobaczę. Był to mój pierwszy wyjazd do Tajlandii. Uczestniczyłem w zorganizowanej wycieczce, z których korzystam niezwykle rzadko, gdyż wiem jakie pociąga to za sobą konsekwencje. Niestety to, o czym piszę, serwuje się turystom i taki obraz Tajlandii pozostaje w głowie, nad czym ubolewam. Będąc w Bangkoku trudno o kontemplację czy podjęcie próby zgłębienia tajskiej kultury, gdyż te negatywne zjawiska są widoczne na każdym kroku, przytłaczają. Tajlandia to przecież główny kierunek „sex-turystyki”. Bangkok, Phuket, Pattaya uważam za siedliska wszelkich dysfunkcji, a niestety miliony osób tam spędza wakacje. I mając świadomość istnienia takich miejsc, trudno o inne wnioski. Reasumując, chciałem pokazać, że to, co widzi „przeciętny” turysta, to nie Tajlandia jaką powinno się oglądać i jest to bardzo krzywdzący dla niej obraz. Niemniej jest on faktem. Chcąc zobaczyć i poznać Tajlandię, należy udać się na prowincję lub pomniejsze wyspy, z dala od turystów i bliżej rdzennych mieszkańców. Następnym razem na pewno tak zrobię!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *