01
19 Paź 2015
Travel
0 Comment

Jeśli ponownie odwiedzę Tajlandię, to z dala od turystów, na łonie natury, z poszanowaniem i w zgodzie z tajską tradycją i kulturą, na własną rękę. Tajlandia to ogromny i bogaty kulturowo kraj i wiem, że jest tam wiele do odkrycia. Może odkryję Tajlandię jeszcze raz, po mojemu, bez przesłodzonych i mało obiektywnych przewodników dostępnych w księgarniach…
 
farma - kokos
 
Podsumowanie. Czy warto odwiedzić Tajlandię?
 
Bangkok jest dla mnie siedliskiem wszelkiego zła i dewiacji. Chcąc zobaczyć prawdziwą twarz Tajlandii, udałbym się na prowincję lub jedną z wysp, omijając szerokim łukiem Bangkok, miasto Pattaya (120 km od Bangkoku) czy Phuket, największą z wysp. Obok Bangkoku, są to turystyczne i bardzo skomercjalizowane mekki, nawiedzane przez turystów z całego świata w poszukiwaniu atrakcji i „prawdziwej” miłości. Wszystkie negatywne zjawiska jakie zaobserwowałem w Bangkoku tam rażą ze zdwojoną mocą
 
Ograniczona powierzchnia w zetknięciu ze spragnionym tłumem potwierdza zasadę „popyt napędza podaż”. A że turystyczny popyt jest ogromny, toteż i tajska „podaż” przyjeżdża z całego kraju w celach zarobkowych i matrymonialnych. Ladyboys to największa atrakcja. Tajlandia, obok Korei Południowej (też byłem zaskoczony), to światowe centra operacji plastycznych i zmiany płci. W samym Bangkoku żyje 150 tysięcy Ladyboys czyli osób transseksualnych. Muszę zgłębić ten temat dlaczego akurat w Tajlandii koncentracja tego zjawiska jest tak duża. Transseksualista to osoba, która urodziła się kobietą w męskim ciele lub odwrotnie. Przez wielu transseksualizm zestawiany jest na równi z transwestytyzmem, a to tak jakby znak równości postawić między łososiem, a śledziem a’la łosoś. Jedno i drugie jest rybą, ma podobny kolor, tylko jeden jest prawdziwy, a drugi „przebrany i zafarbowany”.
Temat trudny, a powszechny brak elementarnej wiedzy spowodował, iż w Tajlandii transseksualizm stał się „atrakcją turystyczną”. Tymczasem procesowi „przeobrażania się” towarzyszy niewyobrażalny ból i cierpienie. Polecam program Martyny Wojciechowskiej „Kobieta na krańcu świata”. Oglądałem dwa programy dotyczące Tajlandii. Jeden o dziewczynie uprawiającej Muay Thai czyli tajski boks, drugi o Ladyboys z Pattaya. Szokuje, otwiera szeroko oczy i ukazuje to o czym piszę. Słowo ma moc, ale w zestawieniu z obrazem tworzy całość. Szkoda, że te programy oglądnąłem po powrocie z Tajlandii. Uchroniłyby mnie przed wyidealizowanym obrazem jaki miałem w głowie, a zetknięcie z rzeczywistością nie byłoby aż tak bolesne. Bangkok odcisnął na mnie bardzo negatywne piętno. Jest tu kulminacja ludzkiego cierpienia i bólu. Turyści przywieźli ze sobą swoje oczekiwania, pragnienia, potrzeby. Tajowie zaczęli je tylko spełniać, świadomie czy nieświadomie, zmierzając do destrukcji. Bangkok jest pełen blichtru, te piękne zabytki stanowią tylko mały element krajobrazu, zamiast być jego znaczącą częścią. Światowa globalizacja jest wszechobecna w Tajlandii i wypiera kulturę i tradycję tajską w szybkim tempie. W Tajlandii na masową skalę rozwinięty jest przemysł podróbek. Śmiem twierdzić, że ilość sklepów z podrobionymi towarami jest większa niż tradycyjnych. Podróbki są wszędzie, na każdym kroku. Miliony torebek Louis Vuitton, Gucci, zegarków Omega, okularów Prada. Sklepy podzielone są nawet na te z lepszymi, droższymi i tańszymi podróbkami. Nie są to podróbki nawiązujące do oryginału czy ze zmienioną jedną literą w nazwie, skóra żywcem ściągnięta z oryginału. Tak jak prostytucja, wszystko na widoku publicznym, żaden tam podziemny margines. Bangkok, być, zobaczyć, zapomnieć, wyprzeć.
 
Z drugiej strony być na końcu świata i nie zobaczyć stolicy Tajlandii?
 
Niewątpliwie Bangkok ma swój urok i wiele zabytków, które trzeba zobaczyć. Poznawanie innych kultur, nawet przez pryzmat negatywnych doświadczeń, wzbogaca nas samych i pozwala docenić gdzie mieszkamy. Może po przeczytaniu mojego artykułu będziecie mniej zaskoczeni tym co zobaczycie na miejscu.
 

Zwiedzanie Bangkoku, Stare Miasto, Zabytki Bangkoku

Królewskie Stare Miasto, Bangkok

Nie wiem czy wrócę do Tajlandii.
 
Może zbyt surowo ją oceniłem, ale moja wrażliwość nie jest w stanie przymknąć oczu na nieszczęście, które widziałem. Mam również świadomość, iż moje doświadczenia i obrazy dla innych mogą być „bezemocjonalną” atrakcją. Nie oceniam, opisuję tylko „Moją Tajlandię” na podstawie własnych spostrzeżeń, które pozwalają mi wyciągać określone wnioski. Nie obwiniam Tajów. Są bardzo uprzejmym, karnym i pokornym narodem. Usłużność mają zapisaną w genach. Wielokrotnie słyszałem, iż cechą narodową Tajów jest duma. Jako jedyny azjatycki kraj nie byli nigdy i przez nikogo zagrabieni. Zawsze mieli w sobie tyle siły i determinacji, aby odeprzeć atak. Czasy cesarstwa jednak już dawno minęły, a postępująca globalizacja, cichy wróg, z premedytacją zagarnia coraz to większe obszary wyjaławiając tajską kulturę z jej bogactwa. Wszechobecna bieda i popyt ze strony turystów zbierają żniwa i nawet narodowa duma jest bezsilna wobec takiego wroga.
 
Podczas pobytu uczestniczyłem w wielu atrakcjach, typowy syndrom turysty.
 
Takie są zalety, albo i wady zorganizowanych wycieczek, w których uczestniczę niezwykle rzadko. Większość wyjazdów organizuję na własną rękę i własnym rytmem odkrywam tajemnice danego miejsca. Tajlandia była dla mnie tak odległa i egzotyczna, że postanowiłem oddać swój los w ręce osób, które wiedzą gdzie jadą. Dzięki temu mogłem tyle poznać i zobaczyć, choć wiem że to tylko niewielki fragment z całej palety atrakcji jakie ma do zaoferowania Tajlandia. Przyroda i kuchnia w Tajlandii są zniewalające. Jeśli tęsknię to właśnie za tym. Jeśli ponownie tu zawitam to z dala od turystów, na łonie natury, z poszanowaniem tajskiej tradycji i kultury, na własną rękę.
 
koh - samui - plaza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *