poludnie - wlochy - wakacje
29 Gru 2015
Travel
3 Comments

Powszechnie funkcjonujący podział na bogatą północ i biedne południe Włoch jest faktem. Mój podział to europejska północ i arabskie południe. Miasta z jasnego piaskowca, ludzie o arabskich rysach i kolorze skóry, kuchnia, w której pizza nie jest dominującym daniem oraz mentalność granicząca z lenistwem. To Włochy, które zobaczyłem…
 
To moja pierwsza tak długa podróż do Włoch.
 
Autem przez cały kraj, z północy na południe, ze wschodu na zachód, trzy tygodnie wakacji i blisko sześć tysięcy kilometrów. Dla kierowcy to męczące zadanie, ale nie żałuję ani jednego przebytego kilometra. Włochy poznałem od strony wiosek, miasteczek, nie turystycznych metropolii. W nich też bywałem, ale jeśli wakacje to tylko na prowincji. Któż by wytrzymał włoskie upały w betonowych miastach, zamiast cieszyć się dolinami, jeziorami i morzami okalającymi ten piękny kraj.
 
Jadę przez region Trydent – Górna Adyga, Wenecja Euganejska, Emilia – Romania, Marche, Abruzja, Molise, by pierwszy etap podróży zakończyć w Apulii. Południe Włoch. Później Basilicata, Kampania, Lacjum i Toskania. Przejeżdżając przez kolejne regiony zobaczyłem jak zróżnicowanym krajem są Włochy pod względem geograficznym. Minąwszy Weronę i Bolonię wjeżdżam na autostradę, która aż do miejsca docelowego biegnie wzdłuż wschodniego wybrzeża Włoch. Mijam nadadriatyckie wakacyjne kurorty, bardzo zatłoczone, ale to nie są Włochy które chcę odkrywać. Sieć autostrad we Włoszech rozbudowana i w dobrym stanie, niestety płatna.
 

 
Wyjazd z Wrocławia. Do przejechania ponad dwa tysiące kilometrów. Postój i nocleg we włoskim Trydencie, mniej więcej w połowie trasy. Priorytetem było bezpieczne do niego dotarcie i wypoczynek w hotelowym pokoju przed następnym dniem podróży, nie zwiedzanie. Trydent leży u podnóża włoskich Alp, w regionie Trydent – Górna Adyga, ale bliżej mu do austriackich, alpejskich miast niż włoskich klimatów, których można by oczekiwać. Bywałem na nartach we włoskich Alpach, ale tylko nazwy miejscowości przypominały gdzie jestem. Włoskiego klimatu nadaremnie tu szukać, choć warunki do uprawiania sportów zimowych doskonałe.
 
Późnym wieczorem docieram na miejsce.
 
Jestem w Lecce. Zmęczenie podróżą daje się już mocno we znaki, a nawigacja po raz kolejny zwiodła na manowce. Z dotarciem do miasta nie było problemu. Jednak labirynt jednokierunkowych uliczek w samym centrum zabytkowego starego miasta okazał się nie do przejścia dla elektronicznego przewodnika. Jest już późno, ale z mapą w ręku udaje się dotrzeć na miejsce. Jestem na południu Włoch, tu prawie nikt nie mówi w języku obcym. Zresztą nie ma potrzeby, turystów zagranicznych praktycznie brak. Z roku na rok będzie się to zmieniać, aż fala bogatej Europy zaleje blichtrem to cudowne i dziewicze jeszcze południe Włoch. Przede mną przyspieszony kurs włoskiego wymuszony przez rzeczywistość, w której muszę się porozumieć i odnaleźć. W sumie nie okazało się to aż takie trudne.
 

i2 (Kopiowanie)

Jedna z uliczek w centrum zabytkowego Lecce, Włochy

Lecce, miasto i prowincja w regionie Apulia w południowych Włoszech.
 
Stolicą regionu jest Bari. Lecce nazywane jest „Florencją Południa” ze względu na barokową zabudowę oraz zabytki z okresu cesarstwa rzymskiego. Uznawane za jedno z najpiękniejszych miast południa Włoch. Lecce nie leży nad morzem, ale jest doskonałą bazą wypadową do zwiedzania pobliskiej okolicy. Samo miasto ma wiele do zaoferowania. Amfiteatr rzymski, Pałac biskupi i Celestynów, Katedra i wiele zabytkowych kościołów tylko w niewielkiej części wypełniają stare miasto. Mnogość restauracji i kawiarni przy wąskich uliczkach wzbogaca tą historyczną przestrzeń czyniąc dla mnie Lecce miejscem wyjątkowym.
 

i3 (Kopiowanie)

Amfiteatr rzymski w Lecce, Włochy

Region Apulia to „obcas we włoskim bucie”, z którego już niedaleko do Grecji.
 
„Obcas” ze swojej natury jest wąski. Przejazd ze wschodu na zachód nie zabierał dużo czasu i w zależności od pogody odwiedzam raz jedną, raz drugą stronę. Cześć wschodnia leży nad Morzem Adriatyckim z piaszczystymi plażami, zachodnia nad Morzem Jońskim z plażami kamienisto-żwirowymi i wapiennymi klifami. Plażowałem codziennie, a docelowe miejsce było wypadkową spontaniczności i przypadkowości. Określałem tylko kierunek, w którym jadę, a droga prowadząca wzdłuż jednego lub drugiego wybrzeża ujawniała coraz to bardziej interesujące miejsca, przy których się zatrzymywałem. Nie miało znaczenia czy to plaża dzika czy strzeżona, z infrastrukturą czy bez. Skrawek lądu na rozłożenie ręcznika wystarczył, by oddać się błogiemu relaksowi. Odwiedziłem plaże w okolicach Otranto, Santa Cesarea czy Rocca Vecchcia na wschodnim wybrzeżu. Nad Morzem Jońskim bywałem głównie w okolicach Gallipoli i Nardo, które należały do moich ulubionych. Apulia, po Sardynii, ma najatrakcyjniejsze plaże więc jest w czym wybierać.
 

i1 (Kopiowanie)

Jedna z plaż nad Morzem Jońskim, Włochy

Najdalej na południe wysuniętą miejscowością we „włoskim obcasie” jest Santa Maria di Leuca. Dalej jest już tylko bezkres morza, tu łączy się Adriatyk z Morzem Jońskim. Długie piaszczyste plaże zapewniały spokój i odpoczynek. Było wyjątkowo pusto, mimo „gorącego” okresu.
 
Południe Włoch bardzo przypomina Maltę. Przeczytaj relację z pobytu na tej słonecznej wyspie.
 
http://bedifferent.pl/wakacje-malta/
 

S

Santa Maria di Leuca na samym południu „włoskiego obcasa”

Przed każdym wyjazdem na plażę punktem obowiązkowym była wizyta w miejscowej Pasticcerii. Słodkie i słone włoskie specjały oraz zimne białe wino było „plażowym must have”. Temperatura na południu iście piekielna, koło 40 stopni! Nawet rodowity Włoch ma problemy z aklimatyzacją, a co dopiero Polak z „zimnego kraju”. Wydawało mi się, że to kwestia przyzwyczajenia, ale usłyszałem, że do takich temperatur nie idzie się przyzwyczaić nawet Włochom.
 

S

Zabytkowe centrum Lecce, Włochy

Lecce za dnia buchało rozżarzonym słońcem, a nagrzane do „czerwoności” barokowe budowle i wąskie uliczki uniemożliwiały powietrzu jakikolwiek ruch. Wszystko „stało” zawieszone w sierpniowym skwarze. Jedynym wyjściem było pozostanie w klimatyzowanym pomieszczeniu, tak właśnie robi mądry Włoch, lub szybki wyjazd nad morze, tak robi mniej mądry turysta. Na szczęście wąskość „obcasa” była zbawienna, bo hulający z jednej na drugą stronę wiatr skutecznie obniżał temperaturę powietrza. I w sumie nie dziwię się, że gospodarka Włoch jest w złym stanie, bo komu chce się pracować, gdy żar leje się z nieba. Przypomniała mi się historia z Dubaju, gdzie w lecie temperatura przekracza 50 stopni. Miejscowe prawo z kolei nakazuje zaprzestania pracy przy tak wysokich wartościach. Nie chcąc jednak zatrzymywać budowlanej i gospodarczej ekspansji, oficjalne komunikaty zaniżały temperaturę, gdy ta przekraczała ustawowy poziom. A że ten kraj budują wg miejscowego podziału obywatele trzeciej kategorii – Hindusi, Pakistańczycy – toteż nikt się nimi nie przejmuje. Obywatele pierwszej kategorii to mieszkańcy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, „biali” to druga kategoria, a cała reszta zalega na najniższym poziomie ludzkiej egzystencji.
 

i6 (Kopiowanie)

Jedna z uliczek w zabytkowym centrum Lecce, Włochy

Lecce jest miejscem cudownym. Wieczorem, wiatr chłodzący rozgrzaną za dnia skórę pozwala eksplorować i podziwiać miasto. Jest tłoczno, szczyt sezonu turystycznego. Ale ten tłum w żadnej mierze nie przeszkadza, ożywia i dopełnia tę zabytkową przestrzeń. Turystów „nie włoskich” praktycznie brak. Dookoła same śniade twarze spoglądające na blond głowę, a widok auta na polskich tablicach rejestracyjnych stanowił dużą atrakcję.
 

i4 (Kopiowanie)

Centrum Lecce wieczorową porą, Włochy

Mnóstwo restauracji i kawiarni. Kuchnia wyśmienita.
 
Głównie ryby i owoce morza, warzywa, zboża oraz regionalny makaron orecchiette. Uwielbiam włoski nacjonalizm kulinarny. Każda ristorante, osteria, pasticceria czy gelateria hołubi tradycji do ręcznie wyrabianych produktów. Rodowity Włoch popełniłby chyba „seppuku” podając makaron z torebki czy przemysłowe lody! Prawie żadna restauracja nie dysponowała menu w języku obcym. Jeśli taką dojrzałem, omijałem szerokim łukiem. Chwilowo jestem Włochem i jadam tam gdzie miejscowi. Gastronomiczny język włoski mam dość opanowany. Poza tym co człowiek nie „dorozumie” to „dowygląda” więc z uśmiechem na ustach i melodyjnie brzmiącym „si si” przebrnąłem przez każdą sytuację. Wino było nieodzownym towarzyszem posiłku, a włoskie należy do moich ulubionych.
 

i8 (Kopiowanie)

Zabytkowe centrum Lecce, Włochy

O włoskim stylu jazdy mógłbym dużo opowiadać. Okazało się, że wcale nie ten ma pierwszeństwo, kto na „głównej”, tylko ten, kto pierwszy. Klaksony, krzyki są stałym elementem włoskiej ulicy, a pieszy i rowerzysta to „zawalidroga” więc niech uważa. Patrząc na włoskie auta, które w 90% są poobijane, doszedłem do wniosku, że ostrożność nie jest pożądaną cnotą. Pewność siebie i arogancja wzbudzają szacunek. Przejechałem prawie sześć tysięcy kilometrów i mogę powiedzieć, że plan wykonałem w 100%! Żadnej stłuczki czy otarcia! Do dzisiaj nie mogę wyjść z podziwu, jak tego dokonałem, zwłaszcza że podróżowałem dość dużym autem, którego gabaryty okazały się w wielu sytuacjach niezwykle kłopotliwe.
 
Tydzień spędzony w Lecce szybko minął. Codzienne wyjazdy na plaże i późno popołudniowe powroty wypełniały większość dnia. Nie było już czasu na zwiedzanie okolicznych miast i zabytków. Zresztą przy panujących na południu Włoch upałach byłaby to wątpliwa atrakcja. Lecce jest dość dużym miastem i samo w sobie zapewnia wiele atrakcji. Chciałbym tam wrócić! Południe Włoch to dla mnie synonim prawdziwych „włoskich wakacji”!

3 Comments

  1. Pingback:Moje Włochy. Wybrzeże Amalfitańskie - BE DIFFERENT - Lifestyle Blog

  2. Pingback:Moja Sycylia. Miejsca, które odwiedziłem - BE DIFFERENT - Lifestyle Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *