kuchnia - chinska
21 Gru 2015
Food
1 Comment

Podczas gdy Francja wprowadziła ustawę zakazującą niszczenia niesprzedanej żywności, w Azji taka praktyka jest nie do pomyślenia. Europejska nadprodukcja i nadmierny konsumpcjonizm skutkujący milionami ton wyrzucanej do kosza żywności jest w opozycji do cierpiącej głód i biedę Azji. Nadto kuchnia chińska okazała się być dość zaskakująca…
 
Kuchnia chińska. Czy na pewno wiesz co jesz?
 
Podczas każdej podróży szczególne zainteresowanie wzbudza we mnie temat gastronomii, która może być ważnym źródłem zgłębiania wiedzy o kulturze i zwyczajach innych krajów. Stronię od miejsc wypełnionych turystami lub tych znajdujących się przy głównych szlakach komunikacyjnych. Chcę jadać tam gdzie miejscowi i to, co miejscowi. Takie podejście może jednak zwieźć na manowce, zwłaszcza w kraju obcym kulturowo.
 
Na „chiński” sposób żywienia nie byłem zupełnie przygotowany.
 
Była to moja pierwsza podróż do Azji. Naiwnie myślałem, że nic mnie nie zaskoczy, wszak „Chińczyk” w Polsce popularny. Już pierwszego dnia dotarło do mnie, że kuchnia chińska dostępna u nas, poza nazwą zbyt wiele wspólnego z miejscową nie ma. Słyszałem anegdotę, że „Chińczycy jedzą wszystko co pływa, z wyjątkiem statku”. To niestety prawda. Niedobór żywności, bieda, pewno też szacunek do jedzenia powodują, że nic się nie marnuje. Nic. Zwierzę jest rozdzielane na wszystkie elementy w jakie wyposażyła je natura i zjadane. Tylu przedziwnych stworzeń nie widziałem nigdzie, nawet w zoo. Towar do konsumpcji na widoku – w klatkach, akwariach, na stołach. Przynajmniej wiadomo, co podają. Nie ma znaczenia czy to elegancka restauracja czy uliczny bar.
 

kuchnia - chińska

Akwarium z rybami w restauracji. Hong Kong

kuchnia - chińska
 
kuchnia - chinska
 
Moje kulinarne przygody z chińskim street food’em czyli ulicznym jedzeniem miały miejsce podczas pobytu w Hong Kongu i Guangzhou. Jest mnóstwo eleganckich restauracji, międzynarodowych barów fast food, lokali pod turystów, ale nie leżały one w kręgu mojego zainteresowania, choć i takie odwiedziłem. Zaczęło się od eleganckiej restauracji, by w ostatnim dniu wylądować w gastronomicznym rynsztoku. Chińczycy jedzą na zewnątrz. Wysokie temperatury i wilgotność skutecznie zniechęcają do zajęcia miejsca w środku. Klimatyzacja to już luksus w droższych i elegantszych lokalach. Podstawową formą gastronomii jest uliczny bar, stragan. Chiński street food w pełni spełnia założenia tej filozofii…jest szybko, świeżo i tanio! Czystością i standardami sanitarnymi nikt sobie głowy jednak nie zaprząta.
 

kuchnia - chinska

Uliczny bar. Hong Kong

kuchnia - chinska

Miejscowy stragan. Hong Kong

kuchnia - chinska

Targ rybny w Hong Kongu

Kulinarne doświadczenia rozpoczęły się pozytywnie.
 
Pierwsza kolacja w Hong Kongu, elegancka restauracja. Wystrój jak za czasów PRL-u, ale w Azji to standard. Duża sala, atłasowe obrusy, kryształowe żyrandole, porcelanowa zastawa, obsługa kelnerska. Menu po angielsku, wiem co jem. Nie pamiętam wszystkiego co zamówiłem, pamiętam zupę, rollsy i kurczaka w sosie słodko-kwaśnym. Dość drogo, ale smacznie. Był to pierwszy i ostatni raz kulinarnego zadowolenia pod hasłem „wiem co jem”!
 

kuchnia - chińska

Restauracja w Hong Kongu

kuchnia - chinska

Kurczak w sosie słodko-kwaśnym. Restauracja w Hong Kongu

kuchnia - chinska

Chińskie wrapy. Hong Kong

Kolejne posiłki spożywałem już w miejscach mniej wytwornych. Kierunek: uliczne bary i stragany, bliżej ludu. Spacerując ulicami Hong Kongu mijam ich tak dużą ilość, że tylko burczenie w żołądku oraz ocena wizualna danego miejsca nakazuje mi przekroczyć próg.
 

kuchnia - chinska

Uliczny stragan w Hong Kongu

kuchnia - chinska

Uliczny bar w Hong Kongu

Menu obrazkowe czyli chińska kuchnia na talerzu.
 
Menu obrazkowe jest podstawową formą prezentacji oferty lokalu, sprzedawcy mówiący po angielsku – nie powinno być niespodzianek, wchodzę. Owszem, potrawy sfotografowane, ale i tak do końca nie wiadomo, czy kulki przypominające nasze pyzy to bawole jądra lub czy kawałek mięsa przypominający kurczaka to aby na pewno kurczak. Zamawiam kurczaka w sosie słodko-kwaśnym. Kawałki piersi kurczaka znajdujące się w moim wczorajszym daniu dziś stanowiły zdecydowaną mniejszość, a całość dopełniały skóry, wióry i pazury. Wtedy dotarło do mnie, że chińska gastronomia w wydaniu ulicznym bardzo odbiega od europejskich standardów i mojego wyobrażenia. Niestrudzenie parłem dalej w poszukiwaniu miejscowych smaków, ale koniec końców postanowiłem przejść na dietę wysokobiałkową. Zamawiam krewetki, zawsze świeże, grillowane, i mimo że je bardzo lubię, po kilku dniach przestały już sprawiać radość. Nawet ulubiona potrawa w nadmiarze przestaje być ulubioną.
 

kuchnia - chinska

Menu obrazkowe, czyli chińska kuchnia na talerzu. Hong Kong

W ostatnim dniu pobytu w Hong Kongu chcąc się dobić zajrzałem do gastronomicznej „oazy”.
 
Zamiast podłogi, naturalne błoto –  w Hong Kongu deszcz jest stałym elementem krajobrazu, więc jego nadmiar spływał do środka. Obsługa chodziła w gumiakach. Zamiast dachu, przybita do desek folia, pełna wentylacja, na głowę przynajmniej nie kapie. I hit: między „salą jadalną”, a „kuchnią” przedsionek, który jak się okazało, był toaletą. Naturalne metody użyźniania gleby dla nikogo nie stanowiły problemu. Obserwacja tego miejsca dała mi jednak dużo do myślenia jak kreatywny i pomysłowy może być Chińczyk. Jak przy minimalnych nakładach finansowych można osiągnąć maksymalne efekty. „Restauracja” była pełna. Zamówiłem tylko piwo, w butelce.
 

kuchnia - chinska

Kontuar miejscowej „restauracji”, Hong Kong

kuchnia - chinska

Prezentacja menu w ulicznym barze. Hong Kong

kuchnia - chinska

Chińska „zupa”. Uliczny bar w Hong Kongu

W Chinach nie ma kultury picia wina czy kawy.
 
Piwo i zielona herbata podawana do każdego posiłku jest podstawowym napojem. Wino zamówiłem dwukrotnie, aby było tak marnej jakości, że poprzestałem na piwie. Kawy nie mogłem sobie jednak odmówić więc wizyty w Starbucks, które w Hong Kongu są co kilkaset metrów, należały do codziennych rytuałów. Do McDonald’s nie zaszedłem. Postanowiłem, że hamburgerów na drugim końcu świata nie będę jadł!
 
W Guangzhou gastronomia uliczna była na lepszym poziomie niż w Hong Kongu.
 
Bliżej jej do europejskich niż azjatyckich standardów. Fakt braku możliwości ustnej komunikacji z obsługą sprawił, że język migowo-obrazkowy stał się podstawową formą porozumiewania się z tutejszą ludnością. Dopiero w takich chwilach człowiek uzmysławia sobie bezsens poświęcania czasu na naukę zachodnich języków obcych. Wystarczyło powiedzieć „ko, ko” i zamachać rękami, a na talerzu pojawiał się kurczak, chyba. Brak nazw potraw w języku, który mógłbym odczytać, wymusił na mnie konieczność zdania się na zmysł i intuicję, która w tym przypadku zawiodła. Coraz to zaskakujące i niejadalne kompozycje na moim talerzu ostatecznie zmusiły mnie do korzystania z hotelowej restauracji. A ja chciałem tylko kurczaka w sosie słodko-kwaśnym z ryżem! Zniechęcony porażkami, w akcie rozpaczy, udałem się do McDonald’s. Niby wszędzie powinno smakować tak samo, ale i tu amerykański hamburger smakował nieco po chińsku.
 

kuchnia - chinska

Miejscowe przekąski. Guangzhou, Chiny

kuchnia - chinska

Uliczny stragan. Guangzhou, Chiny

kuchnia - chinska

Targ w Guangzhou, Chiny

Kulinarne doświadczenia z Chin były dla mnie samego dość zaskakujące i często trudne do przełknięcia. Pobyt w Chinach uświadomił mi, że jestem kulinarną „konserwą”. To znaczy mogę eksperymentować, ale w Europie. Następnym razem będę wiedział czego unikać i bardziej przygotuję się w temacie miejscowego rynku gastronomicznego, co zresztą od tamtej pory czynię każdorazowo udając się w podróż. Osoby otwarte na gastronomiczne eksperymenty będą miały spory ubaw.
 
To co konsumujemy w Europie nazywam „zeuropeizowaną” kuchnią azjatycką. Estetyczną, stworzoną na potrzeby i wymagania naszych gustów i podniebień. Prawdziwa kuchnia chińska, taka z ulicy, dla miejscowych była dla mnie zbyt „trudna” do przełknięcia. W hotelach czy dobrych restauracjach na stołach gości „nasza” kuchnia chińska, ale nie miałem zbyt wielu okazji, aby jej próbować. Chciałem poczuć się jak miejscowy, więc dostałem niepowtarzalną szansę.
 
I nie wiem już co lepsze w myśl zasady „je się oczami”? Czy wiedzieć co jest na talerzy czy ulec magii niewiadomej. Wiem natomiast, że wizyta w takim miejscu uczy szacunku do jedzenia, i że dostatnia konsumpcja, która jest podstawową potrzebą i dobrem człowieka, w wielu miejscach na świecie wciąż jest luksusem.
 
Hong Kong. Azjatycka metropolia z europejskim charakterem. Zapraszam do przeczytania relacji z pobytu w tym zaskakującym mieście.
 
http://bedifferent.pl/moje-chiny-hongkong/

1 Comment

  1. Pingback:Moje Chiny. Kanton nad Rzeką Perłową - BE DIFFERENT - Lifestyle Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *