kanton - chiny - wyjazd
14 Sty 2016
Travel
2 Comments

Przed wyjazdem do Kantonu nie miałem dość wyobraźni, aby przygotować się na spotkanie z tamtejszą rzeczywistością. Architektura, ludzie, mentalność – mariaż, który fascynował, budził obawy i zaskakiwał. Kanton, miasto kontrastów, w którym poczułem i doceniłem jak wielką wartością jest „Wolność”; słowa, myśli, zachowania…
 
Wiele osób utożsamia Chiny poprzez Pekin, który stał się popularnym kierunkiem turystycznym. 
 
Pekin to jednak kosmopolityczna metropolia i z pewnością nie jest reprezentatywny dla całego kraju. Pekin to odrębna, fascynująca historia na mapie Chińskiej Republiki Ludowej i jedna z wielu ukazujących koloryt tego kraju.
Moja kolejna historia, po pięciu dniach spędzonych w Hong Kongu, znalazła ciąg dalszy w mieście Guangzhou (Kanton) na południu Chin. Czas pobytu pięć dni.
 
Jaki jest Hong Kong? Czy warto odwiedzić to miasto? Przeczytaj relację z pobytu w tym niezwykłym miejscu.
 
http://bedifferent.pl/moje-chiny-hongkong/
 
Czas spędzony w Hong Kongu szybko minął. Bilet relacji Hong Kong – Kanton skutecznie przypomniał, że czas pakować walizki. Wraz z opuszczeniem hotelu i przekroczeniem progu dworca kolejowego poczułem, że otwierają się przede mną drzwi do „domu Wielkiego Brata”, czyli „prawdziwej” Chińskiej Republiki Ludowej.
 
chiny - hongkong
 
Dworzec, jak i procedury tam obowiązujące bardziej przypominał terminal lotniczy niż kolejowy. Wszechobecne kamery, łącznie z termowizyjnymi, które skanują i mierzą temperaturę. Osobnik o podwyższonej ciepłocie ciała jest wychwytywany z tłumu. W Chinach żyje ponad 1,35 miliarda ludzi, łatwo o epidemię. Po ponad dwóch godzinach podróży docieram do głównej stacji Kantonu. Do tego czasu jestem już po trzech kontrolach dokumentów. Jeszcze jedna i mogę wyjść na zewnątrz. System zarejestrował, że obywatel Polski dotarł z punktu A do punktu B. Enter.
 
Kanton (Guangzhou), miasto w południowych Chinach.
 
Liczba mieszkańców zespołu miejskiego – 18 milionów. W drodze z Hong Kongu do Kantonu mijam Shenzhen, liczba mieszkańców zespołu miejskiego – 10 milionów. Takie liczby w Chinach to żaden ewenement. Kanton nie jest miastem typowo turystycznym, poza Chińczykami ze świecą szukać innego koloru skóry. Nikt nie porozumiewa się w języku angielskim. Nigdzie nie ma angielskich nazw, wszystko w chińskich znakach, nawet w KFC. Będąc tam zapomniałem jak używać aparatu mowy. Wystarczyły ręce i długopis. Bariera językowa, która w Hong Kongu nie stanowiła problemu, w Kantonie była nie do „przejścia”.
 

Kanton, Chiny

Kanton, Chiny

Jest godzina wcześnie południowa, do hotelu docieram taxi. Elegancki, kilkunastopiętrowy, niczym nie różni się od tych w Europie. W hallu pusto, za kontuarem recepcji osiem osób, wśród których żadna (poza kierownikiem zmiany, tak zadeklarował) nie mówi po angielsku. Rozmowa w tym języku z Azjatą jest ciekawym doświadczeniem. Zacząłem się zastanawiać, czy aby system kształcenia w Polsce jest prawidłowy – pomimo władania angielskim w stopniu bardzo dobrym, nie mogłem się dogadać. Ale jak zawsze w takiej sytuacji przechodzę na uniwersalny język migowo-obrazkowy, który pomógł mi przetrwać.
 
Gdybym znalazł się w centrum Kantonu nie wiedząc, gdzie jestem, nigdy nie zgadłbym, że to Chiny.
 
Postęp cywilizacyjny jest tam tak duży, że miasto przypominało bardziej scenografię z filmów science fiction niż miejsce do życia. Ogromne przestrzenie, wszechobecny gigantyzm w ultranowoczesnej formie. Do Chin zjeżdżają architekci z całego świata, gdzie są w stanie dać upust swojej fantazji. Sieć dróg i autostrad oplata całe miasto. Nowoczesna komunikacja miejska dostępna w różnych formach.
 

Nowoczesne centrum Kantonu, Chiny

Nowoczesne centrum Kantonu, Chiny

Nowoczesna architektura w Kantonie, Chiny

Nowoczesna architektura w Kantonie, Chiny

Jedną z wizytówek Kantonu jest Guangzhou International Finance Center. Jeden z najwyższych budynków na świecie,  438 metrów wysokości.
 

kanton - chiny - zwiedzanie

Guangzhou International Finance Center. Kanton, Chiny

Punktem obowiązkowym jest wieża telewizyjna Canton Tower. Ma 600 metrów wysokości i jest drugą co do wielkości wieżą na świecie. Na poziomie 460 metra znajduje się taras widokowy. Z takiej wysokości można zobaczyć ogrom przestrzeni, na której zbudowano miasto.
 

kanton - chiny - tower

Canton Tower. Kanton, Chiny

chiny - kanton - tower

Widok z tarasu widokowego na 460 metrze wysokości Canton Tower. Kanton, Chiny

W mieście jest wiele terenów zielonych. Parki bardziej przypominają ogrody niż publiczną przestrzeń. Jest bardzo czysto, wszystko w idealnym stanie. Jeśli „Made in China” miałoby tak wyglądać, jestem za!
 
Mógłbym jeszcze wiele słów uznania kierować pod adresem zagospodarowania przestrzennego miasta, niemniej trzeba to zobaczyć, wyobraźni może nie starczyć.
 

kanton - chiny - wyjazd

Jeden z wielu parków w Kantonie, Chiny

To wszechobecne na pierwszy rzut oka bogactwo i postęp ma również odzwierciedlenie w handlu.
 
Pierwszy raz widziałem tak ogromne Centrum Handlowe po brzegi wypełnione luksusowymi i najdroższymi butikami. Trzypiętrowego sklepu Prada czy Louis Vuitton nie widziałem nigdzie, nawet w Paryżu czy Londynie. Wielu projektantów tworzy kolekcje tylko na rynek chiński. Dostępny luksus zawsze był wyznacznikiem prestiżu, można zatem powiedzieć, że Chiny są w pierwszej lidze. W Chinach 400 milionów obywateli (a więc więcej niż ludność Europy) zarabia tyle ile wynosi średnie wynagrodzenie europejskie, czyli kilka tysięcy euro miesięcznie. Do tego „nowobogaccy” milionerzy. Potencjał finansowy jest tak duży, że cały świat jest lub chce być w Chinach. Łamanie praw człowieka czy cenzura, tak mocno piętnowane, schodzą na dalszy plan w obliczu możliwości biznesowych i gospodarczych jakie są w tym kraju.
 

chiny - kanton - urlop

Ulica w Kantonie, Chiny

W Kantonie gastronomia była na lepszym poziomie niż w Hong Kongu. Bliżej jej do europejskich niż azjatyckich standardów. Kulinarne doświadczenia z Chin były dla mnie samego dość zaskakujące i często trudne do przełknięcia. Opisałem je w „Moje Chiny. Kulinarne przygody”. Zobacz zaskakujące zdjęcia i przeczytaj relację.
 
http://bedifferent.pl/moje-chiny-kulinarne-przygody/
 
Wybrałem się również na tour po klubach tanecznych. Jest środek tygodnia, noc, a kluby pękają w szwach. Dobra muzyka, alkohol leje się strumieniami. To w większości chińska młodzież wysiadająca z drogich aut zapełnia lokale, ubrana bardzo prowokacyjnie i skąpo. I gdyby nie chińskie „twarzyczki” powiedziałbym, że jestem w bardzo dobrym europejskim klubie. To właśnie „nowa twarz” Chin, zupełnie nam nieznana i zaskakująca, dostępna tylko chińskim elitom. Pozostały miliard ludzi żyje w zupełnie innym śnie.
 

kuchnia - chinska

„Uliczna gastronomia” w chińskim wydaniu

Czas dołożyć łyżkę dziegciu do „cywilizacyjnej” beczki miodu.
 
Smutni i biedni ludzie. Wystarczy nieco stracić z oczu szklane domy, wejść w zaułki z dala od centrum, aby zobaczyć prawdziwe życie. We wpisie „Moje Chiny. Hong Kong”, napisałem, że „Chiny to bogaty kraj biednych ludzi”. Bogactwo widać wszędzie, społeczeństwo może korzystać z całej nowoczesnej infrastruktury, z dróg, komunikacji miejskiej, technologicznych nowinek, parków, placów zabaw. Jednak tylu smutnych ludzi nigdy nie mijałem. Chiny jako zbiorowość to bogaty kraj. Jednostka jest bardzo biedna. Widziałem jak wygląda życie z perspektywy dużego miasta, które stwarza wiele możliwości, ale jak wygląda życie na prowincji, nie wiem. Obawiam się, że mógłbym zobaczyć obraz Chin jaki miałem w głowie przed wyjazdem.
 

chiny - kanton - wyjazd

Handel uliczny. Powszechny widok na ulicach Kantonu, Chiny

Chińczycy pracują ponad swoje siły. Tania siła robocza ściągnęła do Chin światowy przemysł. Podzieliłbym Chińczyków na dwie kategorie, tych pracujących w fabrykach i tych na ulicach. Odniosłem wrażenie, że w Chinach nie ma bezrobocia. Tak samo było za czasów PRL-u w Polsce. Nie było bezrobotnych, chyba że na własne życzenie. Państwo zapewniało każdemu miejsce pracy.
Osiem osób w hotelowej recepcji, kilkuset metrowa ulica zamiatany przez kilkunastu ludzi, obsługa w restauracji w ilości większej niż ilość stołów. To nie przypadek. Ani z logiką, ani z efektywnością pracy wiele wspólnego to nie miało. Chiny jednak mogą sobie na to pozwolić. Zajęty pracą obywatel nie myśli o głupotach, a Państwo rości sobie w stosunku do niego pełne prawo oddania i posłuszeństwa. Po kilkunastu godzinach pracy dziennie wyczerpany Chińczyk wraca do domu, a w zasadzie do ulicznych barów, które wieczorową i nocną porą są wypełnione po brzegi. Chwila na sen, a od rana budowana jest na nowo przez setki milionów obywateli gospodarcza potęga Chin.
 
Chiny kojarzone są z podróbkami.
 
Myślałem, iż są dostępne wszędzie, od tak. Odwiedzając miejscowe bazary nie sposób było jednak dostrzec „prawdziwej” Prady czy „Chanelki”. Stoły uginały się, ale od chińskiego badziewia, które i u nas jest dostępne w Chińskich Centrach Handlowych. Okazało się, że handel podróbkami ma znamiona działalności konspiracyjnej. Wyłowionemu przez „naganiacza” z tłumu turyście prezentowana jest zalaminowana oferta z dostępnym towarem. Zostałem namierzony. „Naganiacz” prowadzi mnie do pobliskiego budynku. Labiryntem korytarzy i schodów docieram do królestwa „oryginału”. Każda marka ma swoje stoisko, sprzedawcy targują się z potencjalnymi klientami, jest tak jak oczekiwałem. Zapach sztucznej skóry, kleju, podrobionych perfum unosi się w powietrzu. Wychodzę. Jak się okazało, tego typu sklepów było mnóstwo, jednak wszystkie ukryte w garażach, na zapleczach, poddaszach. W Tajlandii, gdzie sprzedaż podróbek wespół z turystyką jest chyba główną siłą napędzającą tamtejszą gospodarkę, wszystko na widoku publicznym, żaden tam podziemny margines. W Tajlandii jednak świat nie produkuje, a w Chinach tak; i pozory poprawności muszą zostać zachowane.
 
kanton - chiny - wyjazd
 
Pisałem, że Hong Kong jest dla mnie miastem wolnym, czułem się swobodnie i bezpiecznie. Może to tylko pozory, ale „czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”. W Kantonie wręcz odwrotnie. Byłem bardzo skrępowany świadomością, że każdy mój krok jest obserwowany. Na pewno turysta nie pozostaje niezauważony. Zaczęło się od dworca kolejowego w Hong Kongu. Kontrola jedna, druga, wypełnianie wniosków. Moja obecność musiała być wszędzie zarejestrowana.
 
Spotkanie z rzeczywistością.
 
Pierwszego wieczoru wysiadając z hotelowej windy ujrzałem młodą Chinkę. Stała oparta o ścianę, w ręku trzymała podkładkę z papierami. Nie wzbudziłaby mojego podejrzenia, gdyby nie fakt, że zachowując bezpieczną odległość – a pokój był daleko od windy i prowadził doń krętymi korytarzami – podążała za mną sprawdzając, do którego pokoju wchodzę. Odnotowawszy, iż turysta dotarł do celu, wróciła na swoje miejsce przy windzie. Procedura ta obowiązywała każdego wieczoru, a że codziennie późno wracałem, mówiliśmy sobie „Dobry wieczór”. Zapytałem: „Kto Ty jesteś i czego chcesz”? Odpowiedziała, że jest pracownikiem hotelu i dba o bezpieczeństwo gości. Każdego wieczoru, na każdym z kilkunastu pięter obecna była „ochrona”. Wiele stron Internetu zablokowanych, każde wejście do sieci rejestrowane i kontrolowane. W restauracji przysiadali się nieznajomi z zapytaniem, jak mi się podoba w „Kraju Smoka”. Na ulicy milicji w oficjalnym umundurowaniu prawie brak. Miałem jednak wrażenie, że na każdego turystę przypada jeden „tajniak” i w razie koniecznej interwencji wyrośliby z ziemi.

Nic złego nie zadziało się podczas pobytu, zachowywałem się poprawnie i  uważnie. Niemniej dla człowieka wolnego, świadomość bycia permanentnie obserwowanym jest trudna do zniesienia. Zwłaszcza w kraju, w którym wszystko może się zdarzyć. Byłem tego świadom przed wyjazdem, ale dopiero zetknięcie z rzeczywistością skłania do refleksji. Człowiek jako jednostka wobec systemu jest nikim.
 

kanton - chiny - wyjazd

Kanton, Chiny

Mój wyjazd do Chin uważam za udany i  bardzo edukacyjny, mimo że zobaczyłem tylko skrawek tego kraju – dwa miasta, ale jak różne od siebie, mentalnie i z wyglądu. Po wizycie w Tajlandii, Azja przestała mnie interesować jako potencjalny kierunek podróży. Nie umiem oddzielić tego co się dookoła mnie dzieje od tego w jakim miejscu jestem. Przebywanie w pięknym i egzotycznym kraju, ale wśród nieszczęśliwych ludzi, mnie również czyni nieszczęśliwym. Nigdy nie mówię nigdy. Ale nie chcę już żadnych wyobrażeń, które tak bardzo potrafią ograniczyć.
 

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *